Projektowanie dla zmysłów. Rozmowa z Agatą Kiedrowicz


Do kolejnej rozmowy zaprosiłam Agatę Kiedrowicz - kuratorkę wystaw i krytyczkę designu. Powód? Zainteresowała mnie jej niesamowita wystawa “To czuć! Projektowanie dla zmysłów”, która pokazuje, co wydarzy się w projektowaniu usług i produktów w najbliższej przyszłości, na jakie potrzeby będą musieli odpowiedzieć projektanci, by zaspokoić głód autentycznych doznań odbiorcy - bazowych, zupełnie naturalnych, które umknęły w zaperfumowanym świecie. Przy okazji, Agata bardzo szczerze opowiedziała mi o tym, jaką drogę rozwoju przeszła, by odkryć swoją przestrzeń zainteresowań - projektowania dla zmysłów.

Zdjęcie otwierające: Dawid Czaja

Beata Leszczyńska: Agato, jesteś po filozofii, ale działasz też w obszarze designu. Jak te dziedziny mogą z siebie czerpać? Gdzie w projektowaniu jest przestrzeń dla humanistów?
Agata Kiedrowicz: Studiowałam filozofię, ale od zawsze ciągnęło mnie w stronę estetyki. Szukałam pomostu pomiędzy myślą humanistyczną a pracą manualną, praktyczną. Pracę magisterską napisałam o semantyce nazw barw, ale w teorii nie znalazłam satysfakcjonującego dla mnie punktu odniesienia, jakiejś odpowiedzi, z którą mogłabym się utożsamić.

Filozoficzne teorie o barwie tworzą “pluralistyczną ramę pojęciową” - jak w regale z mnóstwem szuflad, z których czerpiesz wedle potrzeby, ale nie ma między nimi połączenia. A ja chciałam zanurzyć się w kolorze, w formie, po uszy! Szukałam ku temu okazji, a prawdopodobnie najdoskonalszą z możliwych podsunęło mi życie - zajmowałam się wówczas moim synem, zaczęłam więc tworzyć warsztaty dla dzieci. Były to zajęcia, jakich brakowało wtedy w edukacyjnej rzeczywistości - nakierowane bardziej na proces, nie na efekt. Kreatywne zadania były pretekstem do różnych poszukiwań.  Zadawałam dzieciom pytania - o barwy, skojarzenia, emocje, o to, co czują rękoma, nosem czy uchem i wspólnie szukaliśmy odpowiedzi. Praca z dziećmi nauczyła mnie wiele o tym, jak doświadczać świata wprost, bez filtrów, których przybywa w miarę dorastania, socjalizacji.

Obserwowałam, jak dzieci badają materię: rękami, zmysłowo i jak przekładają te doświadczenia na język, często posługując się neologizmami. Kilkulatków nie dotyczą jeszcze “dorosłe” konwencje językowe i ta wolność wspaniale się w języku manifestuje; czuć wszystkie zaokrąglenia, szorstkości, buzujące emocje czy pragnienia. Doskonałą definicję abstrakcyjnego przecież pojęcia wolności ukuł jeden z uczestników warsztatów na temat praw dziecka, nabazgroliwszy na kartce:

Wolność to bardzo luźny świat.
Noszę w sobie to hasło; warto pielęgnować otwartość w języku i w percepcji, często idąc pod prąd biologii (zamykanie się struktur mózgowych) czy kulturze. Mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że taka postawa jest osią twórczości czy kreatywności - jak kto woli.

Ucząc innych sama się uczyłam, wciąż szukając możliwości rozwoju. Pamiętam dzień, kiedy w “Wysokich Obcasach” przeczytałam wywiad z Li Edelkoort. Po raz pierwszy przeczytałam to, co gdzieś czułam od dawna, że trendy to nie spódnice mini czy bufki na rękawach, ale szersze zmiany społeczne, wyrażające ludzkie emocje i potrzeby. Że design może (i musi) je badać, wyczuwać, także wyprzedzać. Li wspomniała też, że w Poznaniu powstaje szkoła designu łącząca podejście humanistyczne z projektowaniem. W jednej chwili poczułam, że muszę tam być, że to miejsce dla mnie! Rzutem na taśmę złożyłam portfolio, przeszłam rekrutację. Razem z rodziną i całym dotychczasowym dobytkiem przeprowadziłam się ze Szczecina do serca Wielkopolski, by (znowu) studiować.  

fot. Kamil Macioł 


BL: Duże poświęcenie!
AK: Tak, był to dla mnie eksperyment pod każdym względem. Potraktowałam siebie jako prototyp. Miałam pewne dane wejściowe i założenia wstępne, ale nie miałam pojęcia, jaki będzie ostateczny efekt mojego procesu edukacji. Chciałam przejść proces praktyczny, żeby wzbogacić swoją wiedzę i nabyć nowe narzędzia krytyczne. Widziałam się raczej po stronie teorii - chciałam pisać o dizajnie, tworzyć wystawy, koncepty niż stricte produkty - meble czy wnętrza. Ale byłam otwarta na to, co się wydarzy.

School of Form jest tak pomyślane, że pierwszy rok studiów zaznajamia z każdym kierunkiem (Fashion, Communication, Industrial, Domestic) w postaci sześciotygodniowych kursów, a dopiero na drugim roku wybiera się specjalizację. To jest jak nauka budowania z klocków - poznajesz poszczególne części składowe (możliwości projektowe, pracownie, wykładowców) i później, pracując nad konkretnymi projektami, już sam komponujesz budowle. To się sprawdza, dziś widzę to jeszcze wyraźniej.

Rozpoczynając studia, wahałam się pomiędzy studiowaniem mody a komunikacji, a ostatecznie wybrałam domestic design - czyli projektowanie “wokół człowieka”. Wtedy ten kierunek prowadziła Agnieszka Jacobson-Cielecka, obecna dyrektorka artystyczna szkoły, która ma dziennikarsko-kuratorskie spojrzenie. To bardzo mi odpowiadało.
Poprzez działania praktyczne w szkole, projektową pracę z materią, zaczęłam wracać do różnych wątków teoretycznych z psychologii, filozofii, socjologii - odkrywać na nowo (a może dopiero?) ich sens.

Fantastyczne były zajęcia łączące filozofię z ceramiką, prowadzone przez Norberta Leśniewskiego i Olgę Milczyńską. Najpierw w sali wykładowej analizowaliśmy pojęcie dekonstrukcji w tekstach Derridy, następnie dokonywaliśmy takiej dekonstrukcji na żywej materii, w glinie, w pracowni ceramiki. Refleksja humanistyczna jest potrzebna projektantowi by wiedział, co robi. Nawet, jeśli intuicyjnie doskonale wyczuwa czym jest forma, funkcja, jaki jest sens przedmiotu. 

Projektant, by tworzyć, musi biegle odczytywać i redefiniować relacje pomiędzy człowiekiem a przedmiotem, między przedmiotem a przestrzenią, pomiędzy swoimi dłońmi a możliwościami materii, itd. To bycie w ciągłym dialogu, a “pożywka” intelektualna ten dialog wzbogaca, ułatwia. Tak jak zakwas na chleb - wypiek będzie tym doskonalszy, im bardziej dokarmiony, odżywiony różnymi szczepami bakterii, jest zaczyn.

Agata Kiedrowicz, Kuchenne sensorium | fot. Cezary Hładki

BL: I co było dalej? Jakie ścieżki zaprowadziły Cię do wystawy „To czuć! Projektowanie dla zmysłów”, przy okazji której się spotkałyśmy?

AK: Krok po kroku doszłam do zakreślenia obszaru, który mnie interesuje - czyli projektowania dla zmysłów. W tej perspektywie na dizajn łączę wszystkie „swoje” wszystkie wątki: filozoficzne, socjologiczne, psychologiczne i projektowe.
To autorskie podejście, oczywiście z szerokim długiem intelektualnym. Interesuje mnie docieranie do użytkownika (i samego siebie) jakościami, które współczesna kultura okulocentryczna, oparta na dominacji wzroku, zepchnęła niesłusznie na margines. A przecież smak, dotyk, słuch, węch, to nasze pierwotne, bardzo silne, sposoby odbierania sygnałów i komunikowania się ze światem, które musimy odkryć na nowo.

Odbałaganić nieco nasz świat, przeczyścić filtry percepcyjne.

Agata Kiedrowicz, Kuchenne sensorium | fot. Cezary Hładki


BL: Opowiedz o wystawie.
AK: Impulsem do wystawy była przestrzeń Galerii R+ Akademii Sztuki w Szczecinie i współpraca z jej ówczesną kuratorką, Małgosią Kopczyńską i Olgą Kiedrowicz (zbieżność nazwisk nieprzypadkowa, to moja siostra ;) ), która jest Prodziekanem Wydziału Sztuk Wizualnych tamże. Idea sensorycznej wystawy dojrzewała we mnie od dawna, i gdy się wykrystalizowała, zaproponowałam koncept władzom SoF (Agnieszce Jacobson-Cieleckiej i Monice Wietrzyńskiej). Ekspozycja miała pokazywać prace dyplomowe absolwentów School of Form dotykające tematu zmysłów i ciała. A że motywem przewodnim tegorocznych targów Arena Design w Poznaniu było hasło “Senses”, padła propozycja, by premiera wystawy odbyła się właśnie podczas Areny, inaugurując tym samym współpracę Akademii Sztuki i School of Form.


fot. Bartosz Grześkowiak


Punktem wyjścia wszystkich projektów było skupienie się na ciele - na tym, jak ono poznaje, co odczuwa, jak reaguje na świat. Jak myśli - za pomocą zmysłów, nie głowy - i jak można tej wiedzy użyć w praktyce. Siłą tego zbioru jest różnorodność - punkt wyjścia był podobny, natomiast efekty są diametralnie różne.

W ramach “To czuć!” pokazuję projekty związane z zapachem, badające smak i jego relacje z językiem (zarówno samym podniebieniem, jak i językiem jako formą kultury), obiekty interpretujące związek ubioru z ciałem, obiekty taktylne, służące edukacji bądź przyjemności, czy interaktywny projekt , który poprzez muzykę opisuje relacje pomiędzy przestrzenią, człowiekiem a przedmiotami.


Wystawa To czuć! W Galerii R+ Akademii Sztuki w Szczecinie | fot. Kamil Macioł 


Każdy projekt jest inny, dotykający innego obszaru, używający innych narzędzi. Skupiający się na - możnaby powiedzieć - osobistych, jednostkowych wartościach (wiedza zmysłowa przez wieki była dyskredytowana przez naukowców i filozofów jako iluzoryczna i subiektywna, a więc bez wartości), które jednak dzięki “obróbce” projektowej zyskały obiektywny, uniwersalny wymiar. Chciałabym, by wystawa dawała odczuć, że nasze zmysły to nie alternatywne, ale właśnie bazowe sposoby komunikacji. Że warto do nich wrócić, odkryć dla siebie i dla innych. Odkurzyć swoje filtry na świat, być otwartym, ciekawym tego, co wokół się dzieje i dlaczego, i co możemy z tym zrobić. Otworzyć się na różnorodność, być podejrzliwym wobec oczywistości.

To właśnie taka wrodzona ciekawość, pchnęła Sissel Tolaas, światowej sławy olfaktoryczną ekspertkę, w świat zapachu. W dzieciństwie obserwowała chmury i wiatr, dociekając jakim sposobem te ogromne masy powietrza, przemieszczając się z miejsca na miejsce, powodują tyle zmian. Wpływają na środowisko, ludzi. Muszą więc zawierać informacje! Ta postawa wyznaczyła jej dalszą ścieżkę zawodową - badanie zapachu i jego komunikacyjnego potencjału. Sissel jest niesamowitą osobowością; zna kilkanaście języków, studiowała zarówno nauki ścisłe (chemię, matematykę) jak i językoznawstwo oraz sztukę, podróżuje i pracuje na całym świecie. Praca ze zmysłami to praca interdyscyplinarna, to odkrywanie wciąż nieznanych lądów. Tolaas pyta: skoro zapach otacza nas niczym niewidzialna architektura, czy nie oferuje tym samym potencjału do zmiany? I odpowiada: “Zapach prowokuje. A jeśli potrafi to robić, istnieje nadzieja”.


Katarzyna Durlak, Tocco


BL: Wokół zmysłów dużo się obecnie dzieje…
AK: Tak! Zmysły wracają do łask, i to zarówno w komercyjnym wydaniu, w postaci wszelkich aromamarketingowych sztuczek, jak również w nauce - na całym świecie organizowane są konferencje, które starają się uchwycić fenomen multisensoryczności. Ja sama ostatnio uczestniczyłam w kilku, m.in. w konferencji TEDx w Poznaniu, która odbyła się pod hasłem “Senses”. Organizatorzy zobaczyli “To czuć!” podczas Arena Design i zaprosili mnie do pokazania wystawy, i jako prelegentkę.




W projektach, które tworzę czy przedstawiam, chodzi nie o perfumowanie czy kolorowanie - i tak już chaotycznego - świata,  ale o przywrócenie płynącym ze zmysłów danym rangi ważnego komunikatu, którą utraciły na rzecz dominującego wzroku.
O przywrócenie w naszym doświadczaniu świata różnorodności, wielowymiarowości, głębi. Zapach błyskawicznie potrafi przenieść nas w czasie i przestrzeni - do wspomnień, emocji, wydarzeń. Ma właściwości lecznicze, wpływa na emocje, percepcję, uwodzi, odpycha. Rozszerza spektrum naszego doświadczenia. Przy czym nie chodzi tu o sztuczne aromaty, które niczym
mgła przysłaniają realny obraz rzeczywistości. Wystarczy porównać zapachy syntetycznej waniliny i prawdziwej wanilii. Ta pierwsza pachnie płasko, sztucznie, może zwieść laika, ale jej aromat nigdzie nie prowadzi wyobraźni.

Rozkrój laskę wanilii, a poniesie cię do szuflady babcinego kredensu, do azjatyckiej knajpy, zakręci wokół kawiarnianego stolika, takiego po wiosennym deszczu, chybotliwie stojącego na chodniku. Bo słodycz wanilii jest złożona - zarówno deserowa, jak i pieprzna, wilgotna i wytrawna, podszyta drewnianą szorstkością.

Popatrzmy na lifestyle’ową i projektową karierę jedzenia jako wyraz potrzeb jednostkowych:  spożywanie pięknego jedzenia karmi każdy ze zmysłów podobnie jak seks (można wręcz powiedzieć, że jedzenie jest nowym seksem), oraz wyraża tęsknotę za wspólnotą, społecznym rytuałem, celebrowaniem chwili, wprowadza odświętny moment w naszej zdesakralizowanej rzeczywistości.

Uczty przecież zawsze wiązały się ze świętami religijnymi, które z kolei wyznaczał kalendarz zbiorów. Pokarmem celebrowano wszelkie rytuały przejścia, sakramenty. Zmieniły się więc dekoracje i kontekst, ale nasze ludzkie potrzeby pozostają podobne.

Mamy erę emocji i doświadczeń, czas “post-prawdy”, a zmysły doskonale wpisują się w strategię specom od marketingu.

Bądźmy jednak czujni, warto szukać i doświadczać autentyczności, słuchać swojego ciała. Obserwować, co mu służy, jak reaguje na bodźce zewnętrzne. To czuć!


Ewa Dulcet, Martyna Świerczyńska, MIKO +

BL: Czy Twoją wystawę można aktualnie gdzieś zobaczyć?
AK: 2 października 2017 r. otwieram czwartą już edycję “To czuć! Projektowanie dla zmysłów” w ramach Vienna Design Week. Zapraszam więc do Wiednia. Pokażemy tam najnowsze prace tegorocznych absolwentów School of Form, m.in przepiękną biżuterię fizjoterapeutyczną, łączącą walory estetyczne i lecznicze, ubrania wchodzące w dialog z ciałem, umożliwiające praktykowanie uważności czy książkę obrazującą percepcję osoby cierpiącej na chorobę Alzheimera. Wszystkie obiekty do testowania, smakowania, dotykania.

BL: Czym się aktualnie zajmujesz?
AK: Z jednej strony jestem po stronie teorii, czyli piszę teksty, jestem kuratorką wystaw, uczę (prowadzę autorskie warsztaty i kursy, wykładam też w School of Form). Czasem także projektuję, by nie oddalić się zanadto od swoich rąk - razem z Martą Szostek tworzymy scenografię i doświadczenia kulinarne jako duet SUPERGIRLS DO DESIGN.

Rozwijam też swój projekt związany z zapachem. Najprościej na pytanie o to, czym się zajmuję, mogę odpowiedzieć, że jestem twórczynią. Gromadzę obserwacje, doświadczenia, wiedzę i przekuwam je na różne działania. Agnieszka Jacobson-Cielecka powiedziała kiedyś, że i tekst, i wystawa, to narracja. Podpisuję się pod tym obiema rękami. I myślę, że projekt to też w pewnym sensie narracja. Ma swoją tezę, rozwinięcia, puentę. I interpretacji tyle, ile odbiorców. Design można tworzyć i słowem, i rękoma.

Dziękuję Ci za rozmowę! Do zobaczenia, trzymam kciuki za kolejne multisensoryczne wystawy.

Ps. Agata jest na Instagramie. Polecam.

BIO

Agata Kiedrowicz - projektantka, kuratorka interdyscyplinarnych projektów i wystaw, dziennikarka. Autorka publikacji i wywiadów z obszaru dizajnu, mody i sztuki (m.in. na łamach FUTU, Monitor Magazine, KUKBUK), prowadzi autorską rubrykę „Smaki Dizajnu” w tygodniku KulturaLiberalna.pl. Interesuje ją szeroko rozumiane projektowanie jako narzędzie eksploracji i krytyki rzeczywistości oraz sensoryczny wymiar dizajnu. W swojej praktyce łączy refleksję humanistyczną (ukończyła filozofię) i myśl projektową (absolwentka wzornictwa na School of Form). Zajmuje się także researchem trendów, kreatywną strategią oraz publikacjami wizerunkowymi dla marek z obszaru mody i dizajnu.

Kuratorka wystawy “To czuć! Projektowanie dla zmysłów” (we współpracy School of Form z Akademią Sztuki w Szczecinie) pokazywanej podczas Arena Design 2017 “Senses”, w Galerii R+ Akademii Sztuki w Szczecinie, podczas konferencji TEDx “Senses” 8.04.2017 oraz w październiku 2017 podczas Vienna Design Week; oraz wystawy promującej polski design Polish Design Island (Bruksela - Brussels Design September 05.09 – 24.09.2017, Łódź Design Festival 03.10 – 08.10.2017, Kopenhaga 09.10 – 19.10.2017, Szczecin 20.10 – 31.10.2017 )