Współpraca i autentyczność - WARTOŚCI, KTÓRE BUDUJĄ SILNĄ MARKĘ #wywiad


Naturalne kosmetyki polskiej marki Clochee można kupić m.in. na lotniskach, w aptekach czy w Douglasie, czyli na półkach na które chciałaby trafić każda firma kosmetyczna. O tym, jaka filozofia i jakie wartości pomogły w zbudowaniu tak silnej pozycji marki - opowiada współzałożycielka Clochee, Daria Prochenka. 


Beata Leszczyńska: Na Waszej stronie można przeczytać: „przyszłością są firmy przyczyniające się do podniesienia jakości życia na planecie, a przy tym kierujące się wartościami takimi jak współpraca i zrównoważony rozwój”. Czym jest JAKOŚĆ według Clochee i w jaki sposób przyczyniacie się do urzeczywistniania tej wartości?

Daria Prochenka: Wróćmy do początków… gdy zaczęłyśmy tworzyć markę kosmetyków naturalnych, skupiłyśmy się na surowcach naturalnych, żeby przede wszystkim było zdrowo. Ale za chwilę pojawiły się kolejne pytania o to, co dalej: jak zapakujemy kosmetyki? skąd pozyskiwać surowce? Jak wiemy, daleki transport surowców jest nieekologiczny. Przewożenie ciężkich opakowań również. Idąc tym tropem, zaczęłyśmy szukać surowców w Polsce - stąd są zioła i kwiaty, które wykorzystujemy do produkcji naszych kosmetyków. Sprowadzamy tylko te składniki, których nie uprawia się w Polsce, jak masło shea czy róża damasceńska. 

Jakość przejawia się również w tym, że stworzyłyśmy firmę z własnych, indywidualnych potrzeb. Nie wypuszczamy kosmetyku, z którego nie będziemy zadowolone. Testujemy na sobie, znajomych, rodzinie, która jest najbardziej krytyczna, bo chce dobrze się wypowiedzieć, pomóc w rozwoju produktu. 

Nie spieszymy się z nowymi produktami. Żaden excel, ani inwestor nie stoją nam nad głową. Wypuszczamy więc produkt wtedy, gdy jesteśmy gotowe. 

Jakość to też kupowane przez nas surowce, które zawsze mają certyfikaty. I choć wiemy, że taka produkcja jest droższa, nie boimy się wydawać więcej, bo będziemy w 100 % pewne składu kosmetyku. 



BL: Jak powstawały opakowania, które są zgodne z Waszym rozumieniem jakości i ekologii?

DP: Myślimy o ekologii kompleksowo i dałyśmy temu wyraz w doborze opakowań. Ta „otoczka” dla kosmetyku jest dla nas bardzo ważna. 

Standardowy plastik kłóci się z misją eko. Szkło natomiast jest wdzięczne, bo można je przetwarzać. 

Większe kosmetyki (250 ml) jak balsamy, masła do ciała, peelingi ciężko jednak zapakować w szkło, poza tym jest to niebezpieczne, gdy taki kosmetyk postawimy na wannie. 

Zastosowałyśmy więc w przypadku małych kosmetyków jak serum - szkło, większych – aluminium nadające się do recyklingu oraz plastik który jest już w 100 % po recyklingu. Znalazłyśmy także firmę, która stosuje technologię d2w, co oznacza, że produkowane przez nią tworzywa są oksy-biodegradowalne, a więc ich rozkład jest przyspieszony pod wpływem tlenu. 

Mimo tego, że finalnie opakowania są mniej urokliwe niż zakładałyśmy, to właśnie skupienie na myśli ekologicznej sprawia, że efekt końcowy jest zgodny z naszą misją przez co satysfakcjonujący. 

Ponadto, postanowiłyśmy zrezygnować z podwójnego opakowania. Z własnych obserwacji wiem, że po powrocie z drogerii czy apteki, miałam zawsze pół reklamówki zbędnych opakowań. Aby dostać się do kremu, musiałam rozerwać folie, a potem wyjąć go z pudełeczka. I za chwilę te podwójne opakowania wyrzucić do kosza. 

BL: Czy Twoje wartości i wartości, które są ważne dla Twojej wspólniczki przełożyły się na markę Clochee? 
DP: Przyjaźniłyśmy się w życiu prywatnym, bo wyznajemy podobne wartości. Usiadłyśmy pewnego dnia i opowiadałyśmy sobie, co robimy, jakie mamy typowe zachowania, co jest dla nas ważne. Firma jest więc wypadkową naszych wartości. Tak powstała Zasada Małych Kroków. 


BL: Jak Clochee interpretuje Zasadę Małych Kroków i dlaczego jest ona tak istotnym elementem misji Waszej marki? 
DP: Nigdy nie byłyśmy szalonymi ekolożkami, które jeżdżą tylko rowerem, wypiekają codziennie zdrowy chleb, jedzą jajka i ser tylko od jednego sprawdzonego sprzedawcy itp. My popełniamy grzeszki - zdarza mi się u fryzjera pofarbować włosy chemiczną farbą, zjeść coś, co nie jest zdrowe. Jednak w każdy jeden dzień wplatamy wiele drobnych, małych gestów i zachowań, jak: wyciąganie ładowarek z gniazdka, drukowanie dwustronne, segregacja śmieci. 

Uważam, że tak na prawdę wiele nie trzeba zmieniać w życiu, by być eko. Można - tak jak my - według zasady małych gestów dbać o środowisko, bez wariowania i rygorystycznego podejścia, które w dłuższym wymiarze może zniechęcić. 

Z Zasadą Małych Kroków wiążą się dwie kluczowe dla Clochee wartości: WSPÓŁPRACA i AUTENTYCZNOŚĆ. 
Współpracę rozumiemy przede wszystkim - jako wspieranie lokalnego rynku. Podejmujemy bowiem współprace z polskimi plantatorami i producentami opakowań. 
Dzięki temu też jesteśmy ekologiczne - na ile jest to możliwe w danych realiach, a idąc dalej jesteśmy fair ze sobą i kierujemy się jasnymi zasadami. Na tym opiera się nasza autentyczność. Wierzę, że taka szczerość wobec konsumenta się opłaca. 

BL: To się bardzo wiąże z kobietą, która wybiera Wasze kosmetyki. Jaka jest? 
DP: Zacznę od tego jaka nie jest: ortodoksyjna i odrzucająca doczesne dobra. 
Za to z pewnością jest: dojrzała i gotowa, żeby coś zmienić w swoim życiu. Dzięki temu jest zdrowsza. Szuka balansu i wyciszenia. Jest często matką, partnerką, przyjaciółką, która dba o siebie i swoje otoczenie. Szuka ZMIANY, nie boi się odkrywać nowych rzeczy i właśnie Metodą Małych Kroków zmienia swoje życie. Dzięki temu, że szanuje swój spokój, jest zrównoważona, nie decyduje się na drastyczne ruchy, tylko stopniowe, świadome kroki, wynikające z tego, że dojrzewa w niej nowa myśl. 



BL: Na jakim jeszcze polu staracie się być konkurencyjne? Jak budujecie swoje wyróżniki, w czasach, gdy półki drogerii uginają się pod ciężarem słoiczków i buteleczek z kosmetykami?
DP: Polskie prawo na dzień dzisiejszy nie doprecyzowuje, czym są kosmetyki naturalne. W związku z tym wiele marek podciąga się pod kosmetyki naturalne, bo na przykład w składzie mają jeden naturalny ekstrakt. I tutaj etykieta „stosujemy surowce naturalne” jest jedynie chwytem marketingowym. 

W naszym przypadku - co zawsze jasno podkreślamy - składy są w pełni naturalne, nie przemycamy w kosmetykach żadnej chemii. Stosujemy konserwanty, aby kosmetyk nie zepsuł się w ciągu kilku tygodni na półce w łazience, ale są to tylko delikatne substancje, które w pełni są zaaprobowane przez instytucje certyfikujące takie jak Ecocert. Staramy się też edukować w tym zakresie - stąd też nasza „Instrukcja: czytaj etykiety”, którą przekazujemy klientom. Prezentuje ona nazwy substancji których warto unikać w kosmetykach. Próbujemy pobudzić do samodzielnego myślenia, żeby ktoś zerknął na kosmetyki w domu i sprawdził, czy na przykład nie smaruje się substancją pochodną ropy. 

W ramach tzw. segmentu kosmetyków naturalnych istnieje też wiele młodych firm, które produkują kosmetyki metodami „domowymi” - nie wiadomo do końca w jakich warunkach. Od takiego podejścia również stanowczo się odcinamy tym, że my inwestujemy w badania i certyfikowane surowce - ponieważ w przypadku kosmetyków, które mają wpływ na zdrowie, nie ma miejsca na eksperymenty i niesprawdzone surowce. Kosmetyk „ukręcony” samodzielnie po pierwsze ma bardzo krótką datę przydatności, o ile jest w ogóle przydatny, bo bez badań nie wiemy, czy na przykład nie doprowadzi do alergii. Młode firmy jednak nie sprawdzają ani tego, ani czystości swoich surowców, ocen bezpieczeństwa, bo to kosztuje i trwa wiele miesięcy. 

BL: Jednak mają odwagę sprzedawać swoje kosmetyki w konkurencyjnej cenie…
DP: Tak, prowadzenie badań, inwestowanie w certyfikowane surowce rzutuje na politykę cenową. Dlatego nasz kosmetyk nie jest tylko sumą szczypty surowca a i b, która może wynosić 9 zł. To szereg badań, certyfikatów i cena ekologicznych opakowań.


W aranżacji do zdjęcia wykorzystałam:

Muślinowe chusty Lilu - Lilushop.pl

Tło pomalowane jest Kolorem Roku 2017 Benjamin Moore SHADOW 2117-30 - Benjamin Moore

Talerzyk pochodzi z kolekcji Taika fińskiej marki Iittala 



Popularne posty