Dzień ładu


Dlaczego musiałam pokonać trasę Poznań - Gdynia ze stołkiem na plecach i jak to zmieniło mój sposób patrzenia na przedmioty z mojego otoczenia.




Kiedy wydaje ci się, że robisz coś strasznie dziwnego, bo ludzie na ulicy patrzą na ciebie pytającym wzrokiem… wtedy w Twojej głowie zaczyna kiełkować myśl: ale zaraz! skoro to robisz, to chyba ma to dla ciebie jakiś wielki sens, większy niż nawet mogło ci się wydawać w momencie, gdy przywiązywałaś sznurek do otworu w taborecie, by łatwiej było Ci go zanieść na dworzec PKP w Poznaniu.

Ale po kolei. Pod czujnym okiem projektantów z TABANDA zrobiłam drewniany stołek w School of Form, poznańskiej katedrze wzornictwa Uniwersytetu SWPS. Mebel powstał w ramach większego, całodniowego wydarzenia pod hasłem „Wokół stołu”, zorganizowanego przez markę VOX. Był więc zmaterializowaniem dyskusji na tematy projektowe, jak: przyszłość i zadania współczesnego designu, rola stołu i badania nad stołem idealnym w polskim domu, czy zmieniające się potrzeby ludzkie zmierzające ku poszukiwaniom w otoczeniu prostej idei zamiast kolejnych przedmiotów. 








W czasach, gdy każda rzecz dostępna jest w setkach, a nawet tysiącach opcji do wyboru, zakupy zaczynają stawać się udręką. Ciężko podjąć decyzję, a czasem ciężko dotrzeć do czegoś, co nas naprawdę ucieszy i będzie cieszyło każdego dnia, ułatwiając nam życie, dostosowując się do naszego świata. 

Rzeczywistości online i offline przesycone są przedmiotami i historiami na ich temat. Dookoła siebie mamy pełno rzeczy i jeszcze więcej narracji. Internet - w którym liczy się ilość (wpisów na blogu, like’ów na Facebooku, zdjęć i serduszek na Instagramie, opisów pod produktami w sklepach internetowych itp.) a nie jakość, jest wielkim worem różnego rodzaju treści, z których coraz ciężej wyłowić coś, co ma jakieś znaczenie. 

Pustki po jakości nie wypełni żadna ilość tandety i podróbek. Tony imitacji Majkelów Korsów, Lalek Me Too, kejsów Mochskino zalewają nasze otoczenie. I każdy kolejny przedmiot na jedną małą chwile pewnie daje namiastkę posiadania czegoś, co przypomina coś znanego - ale tylko na chwile, bo już za moment sprawdzamy status kolejnej paczki z Chin (wysyłka jest za darmo więc można zamawiać bez większych wyrzutów sumienia). 

Obok chińskich podróbek jest też cała masa designerskich przedmiotów, które ktoś zaprojektował jak mu w duszy grało. Po które sięgamy, bo przecież w domu potrzebny jest stół, potrzebna też komoda czy szafa. Dopiero w życiu wychodzi na jaw, że szafa nie ułatwia segregacji i utrzymania  porządku wśród ubrań, a stół jest piękny, ale jakoś tak pusto przy nim i cicho, bo całe życie skupia się jednak przy sofie. 

Ale nie o tym myślałam niosąc drewniany, ręcznie wykonany, nie za lekki stołek, który ciężył i dyndał mi na ramieniu, podczas gdy ja przemierzałam okolice Dworca Głównego w Poznaniu. 

Wtedy myślałam raczej o trzech hasłach: obserwacja, kontemplacja i cisza, które padły w rozmowie w Concordii Design, podczas eventu „Wokół stołu”, zorganizowanego przez markę VOX. Przywołano wówczas kierunki, które Lidewij Edelkoort - szefowa Design Academy Eindhoven, dyrektor strategiczny School of Form  wyznaczyła w charakterze drogowskazów na rok 2017 i dla designu, i dla świata*. 
Ich symbolem, materialnym zobrazowaniem miałoby być koło. W designie obecne więc również jako tendencja do zaokrąglania się form, a w życiu człowieka jako… powrót do punktu zero, do podstawowych wartości. 

Tak postrzegany design jawi się jako proces rozwiązywania problemów natury filozoficznej. Bardzo odbiega od projektowania wyłącznie formy i funkcji - przestaje bowiem skupiać się na przedmiocie.

Dlatego idąc z tym stołkiem myślałam o książce, dawno temu, w akademiku czytanej. 
Mianowicie w tak rozumianym podejściu do przedmiotów i ich tworzenia dla człowieka… bliska staje się wizja jaskini Platona. Jaką radę miał antyczny filozof dla uwięzionych w jaskini? Uwolnienie się z łańcuchów (codziennych rzeczy i spraw), które pomoże się im zbliżyć ku idei. A więc odwrót od świata zjawisk, które przecież powstają i giną, w stronę idei, które są stałe i wieczne. 

Podobno tylko przykłady przemawiają do wyobraźni - więc skoro było i o stole, i o idei. To na koniec jeszcze pokaże Wam mebel, który jest stołem (nie odbiciem czegoś, co powinno nim być) i jest ideą. Żadną wzniosła, napuszoną narracją. Tutaj prostota bije po wszystkim, co udawane czy wysnute z wyobrażeń o luksusie. 
Ciepłe drewno, i szuflady na każdy szpargałek, które otwierasz jak w starych stołach (na drewnianej "prowadnicy") i to, co zbliża do początku - uniwersalność i codzienność, czyli miejsce na komputer, i stosy zabawek, pojemnik z płatkami na mleko, i kosmetyczkę z drobiazgami do makijażu, i lusterko. 








W moim domu przy stole robi się niemal wszystko, jest na pograniczu kuchni i salonu. Nie mam osobnej jadalni, tutaj przysiadam więc, by pogadać przy herbacie, tutaj rysujemy, tutaj pracuję nocą, tutaj robię listę zakupów, wreszcie plotę warkocze Laurce, jem obiad i świąteczne śniadanie. Płaczę, gdy już nie mam siły, rozkładam segregator z dokumentami i ustawiam najpiękniejszy lampion na Boże Narodzenie, i kwiaty.… 
Tutaj spotyka się wszystko co ważne, prawdziwe i zwykłe. Mieszka w takich szufladach i odciska ślad na drewnie. Tutaj nie chodzi o wyobrażenia, o cienie obserwowane z ciemnej jaskini. 

Tutaj się żyje, doświadcza i… 


… nawet taki stołek z Poznania na plecach przytargany zaczyna mieć sens, gdy przy nim stanie. Bo on też jest z idei, jest prawdziwy. 



*podczas wykładu dla School of Form, więcej na: www.sof.edu.pl


Popularne posty