Zjazd kognitywistów w Białymstoku | Integracja badań w kognitywistyce | cz. 1 - subiektywna bardzo


Pociąg relacji Białystok - Gdynia. Siedem godzin na to, by wrócić do siebie. A wracam z XI zjazdu Polskiego Towarzystwa Kognitywistycznego, który odbył się na Uniwersytecie w Białymstoku. Wymiana myśli, wymiana doświadczeń i pomysłów, które miały miejsce podczas konferencji, sprawiły że ten powrót jest refleksyjny i odświeżający. 






Kiedy zaczynałam pisać ten post, pomyślałam, że podzielę się z Wami tym, co mnie zainteresowało podczas konferencji, np. kierunki badań, podejścia do poznania, języka, integracja i unifikacja nauk. Jednak atmosfera podróży, pociągu sprawiły że słowa same zaczęły się układać w stronę luźnych refleksji - związanych z atmosferą i przestrzenią. 



Prelekcje, obrady w sekcjach ale też rozmowy w kuluarach połączyły pasjonatów wielu dyscyplin: biologów, informatyków, psychologów, logików, filozofów, neurobiologów, językoznawców. Z własnej perspektyw i z własnym arsenałem formalnym szukaliśmy punktów wspólnych - i nie mam na myśli kognitywistyki, bo to oczywiste - myślę raczej o czymś co cechuje badacza - Gotowość na pytanie. Gotowość na każdą myśl, którą trzeba będzie zlokalizować w tym wszystkim co już nasze. 



Mistrz, czas podświadomości i neurony lustrzane

Relacja uczeń-mistrz to już ugruntowany topos i w literaturze, i w życiu. Na tyle ugruntowany i owiany legendą, że każdy młody badacz - w tym oczywiście ja - marzy o tym niezwykłym wsparciu, o obecności kogoś, kto potrafi postawić te najcenniejsze pytania, kto inspiruje do rozwoju i jest wiele leveli przed nami w dziedzinie, która nas połączyła. A jeśli przy okazji jest naszym kumplem, to wygraliśmy życie, przynajmniej to zawodowe. 
Nie mam mistrza. Nie jestem gotowa na jego obecność. Czy konferencja mnie przybliżyła do niego? Na pewno pomogła mi rozstrzygnąć kilka kwestii związanych z moimi dylematami - jaki kierunek rozwoju naukowego wybrać, jakie dziedziny i teorie mogą być dla mnie dodatkowym wsparciem. 



Czas w Białymstoku gęstniał i był bliski chwilom, które gdzieś, kiedyś miały miejsce, dalekie jednak od codzienności i rutyny. To czas podświadomości, czas snu i zdarzeń granicznych. Wieczorne rozmowy o czasie. I tylko tyle. 

Nie wiem, czy to sprawiły neurony lustrzane czy to prostu była gotowość na pewne emocje i intelektualne labirynty w tym samym miejscu i czasie, ale jak już pisałam we wstępie ten powrót jest wyjątkowo rześki. 

Ps. Pojawi się jeszcze jeden wpis nt. konferencji. W cz. 2 ( merytorycznej:-) ) podzielę się wnioskami z małego wyzwania, które zainicjowałam podczas swojego wystąpienia w Sekcji Badań nad Językiem i Poznaniem. Póki co muszę opracować wyniki: 


Popularne posty