Domowe biuro



… a nim 5 hitów rodem z wnętrzarskich  blogów i zdjęć na Instagramie: parawan, marmurowe biurko, srebrna lampka techniczna, dużo ramek z typografią, Eames Chair. 


Marmurowy blat rodem z blogów „allwhite”, kilka ołówków, macbook, lampka, komódka na spinacze, wizytówki i wszelkie duperelki biurowe. Tuż ponad tym kilka ramek z cieszącymi oko literkami. To moje miejsce z marzeń.

A marzenia lubię wcielać w życie. Staram się zbliżać do rzeczy, które mnie interesują, budzą mój podziw i sprawiają, że chce mi się działać. Z takiego chodzenia wokół, myślenia i planowania rodzi się rzeczywistość - oto marzenie staje się codziennością. Tak było z marzeniem o własnym gabineciku. 

Od zawsze podziwiałam na blogach i w magazynach wnętrzarskich sekretarzyki, półki na książki, miejsca pracy, miejsca do lektury i rozmyślań. Ba, kolekcjonowałam na dysku aranżacje z wszelkimi biurkami, pięknymi fotelami, komódkami na spinacze i wizytówki. A widok rozrzuconych na blacie kartek, ołówków i projektów z cyklu „work in progress” wyzwala we mnie falę inspiracji i szybko pędzę do swoich pomysłów, bo czuję, że już, TERAZ, muszę rzucić się do pracy. 

Przez wiele lat nie miałam jednak takiego miejsca w swoim domu. Ostatnie biurko, które otaczałam czułością - to te w domu rodziców. Biurko, przy którym uczyłam się pisać, na którym później postawiłam elektroniczną maszynę do pisania od św. Mikołaja, by pisać  nigdy nie pokazane wiersze. Później przy tym biurku uczyłam się do matury i egzaminów na polonistykę. 
Nad biurkiem miałam długą półkę, która przez lata zmieniała swoje aranżacje: od kinderniespodzianek, poprzez skamieniałości zbierane na polu (marzyłam o byciu archeologiem), po ramki ze zdjęciami pierwszego chłopaka, Jima Morrisona i Stachury. 

Na studiach powitałam akademik, pożegnałam biurko na wiele, wiele lat. Owszem miewałam różne stoły w funkcji biurka, biurka redakcyjne, przy których pracowałam w wydawnictwie, ale takiego własnego blatu, przy którym kolekcjonuje pomysły, na którym układam równo kartki, ołówki, rozkładam kalendarz, by zapisać plany… oj nie, długo, długo nie…



Mój sercowy gabinecik tworzę od roku. Jest skromny, ale spełnia moje wyobrażenie o tym, gdzie chcę pisać i pracować. Dużo światła, dużo bieli - to podstawa. Reszta przychodzi na raty - wraz z tym, czy się aktualnie zajmuję i czego potrzebuję do pracy. 

I tak: parawan, z fajnie rozpraszającego blaski pergaminu, pozwala sterować intensywnym światłem wpadającym z dużych drzwi balkonowych (tak sobie doświetlam większość zdjęć na Instagrama). Parawan sprawdza się też, gdy słońce chce świecić w monitor. 

Plakat "I'm gorgeous" to chyba jeden z pierwszych plakatów, jaki powstał w Dekorniku... 8 lat temu, może więcej...


Marmurowy blat biurka - znajdziecie tysiące tutoriali, jak go wykonać, wpisując w google: marable + table + diy. „Marmurowe” stoły i biurka to hit w mieszkaniach blogerów… bo zdjęcia na takim tle są dość atrakcyjne. 

Piórnik na wizytówki - Papierniczeni


Kolejny hit z blogów i zdjęć na Instagramie - Eams Chair. Fajnie wychodzi na zdjęciach, bo jest mega fotogeniczny, fajnie na nim napisać posta, czy przejrzeć zdjęcia. Jednak do wielogodzinnej pracy dzień w dzień się nie nadaje. Muszę pomyśleć nad fotelem gabinetowym a’la fotel prezesa. 




Lampa na regulowanej podstawie to kolejny must have mojego gabinetu. W zależności, czy pracuję przy komputerze, czy piszę ręcznie, czy mam na blacie porozkładane książki - odpowiednio dobieram ustawienie światła. 




Ramki z typografią i drewniane litery. Ścianka nad biurkiem to przestrzeń, w którą wpatruję się dość często. Dlatego ubrałam w ramki wszystko, co aktualnie cieszy moje oko, jak alfabet projektu Arne Jacobsena - architekta i genialnego designera, który pozostawił po sobie kilka niezapomnianych ikon designu. Typografia - choć na pierwszy rzut oka bardzo nowoczesna - została wymyślona wiele wiele lat temu... Arne stworzył ją w 1937 roku na potrzeby wewnętrznego systemu oznakowania Ratusza w Aarhus.



Coraz częściej zdarza się, że nie tylko pracuję w tym miejscu, ale z też po prostu przysiadam na chwilę, po to, by odsapnąć, ułożyć w głowie natłok słów. Ułożyć plan na dzisiejszy dzień. Albo nie układać nic. Tylko posiedzieć, rzucić okiem na literki i serce ze ściany. 







Popularne posty