Matka Polka w louboutinach - od depresji do sexbomby


fot. Pinterest



Rok temu, w wakacje siedziałyśmy w jednej piaskownicy. 
Ja, mama niespełna dwulatki, bijąca brawo z każdego błahego powodu: że babka wyszła, że Laurze udało się powiedzieć babo, babo udaj się, jak mi wyjdziesz… bo to nasze pierwsze wierszyki w lato, pierwsze takie już niebobaskowe, nie z pozycji wózka, tylko zabaw dużych dzieci. 

Ona - mama trzylatki (z hakiem… a może prawie czterolatki), zmęczona, nieobecna, korzystająca z chwili, że siedzi i nic nie musi. I tak siedziała, smutna, skulona. Siedziała. 



Kilka razy mijałyśmy się jeszcze w okolicach tej piaskownicy, zawsze wyglądała tak samo - miała narzucony cienki szary sweter, na stopach laczki, ale tak najbardziej zapamiętałam te nieobecne oczy. Jakby nie szukały niczego przed sobą, nie mówiły, tylko chciały odpocząć w tym biernym smutku. Szła wolno, z córeczką za rękę, czasem szarpana siłą małej…Mijałyśmy się na tyle często, że zapamiętałam panią, zapamiętałam małą. 

Dziś układałam papiery na parapecie (to moje miejsce pracy nr dwa, bo szerszy niż biurko) i przez okno zobaczyłam ją! Po roku  od naszych spotkań piaskownicowych ujrzałam smutną panią. Jak bardzo odmienioną. Szła żwawym krokiem.  W czym szła! Lacze zamieniła na szpilki - takie wysokie i sexi, louboutiny. Do tego duża torebka, w dłoni wielka siata z zakupami. Ale było widać, że ten ciężar jej służy. Miała podcięte włosy, głowę podniesioną do góry. Myślę, piękna jest, bez tego smutku, na szpilkach i z wielką siatą. Z pracy wraca jak nic. Do życia wróciła, wyszła z piaskownicy i od razu taka z niej śliczna Matka Polka. 

Uśmiechałam się całym sercem i tak strasznie cieszyłam tym, że tak dobrze idzie w tych szpilkach, że to wszystko zrobiła dla siebie. I choć mocno sfatygowany płaszcz zdradzał, że to dopiero początek zmian, to z tej kobiecości na szpilkach biła taka siła, że aż sama zaczęłam żwawiej przekładać dokumenty, wdzięczna. 

Popularne posty