A w Gdańsku czekał Stefan Chwin...




Kilkudniowy wyjazd z Trójmiasta zaowocował sporą dawką swobody, przemyśleń, odpoczynku. Bez dziecka, bez obowiązków, bez codzienności. Tylko ja. Taka przerwa od wszystkiego - choć niespodziewana i zupełnie nieplanowana - sprawiła, że na wiele spraw spojrzałam inaczej.




Lubię podróżować pociągiem, zwłaszcza lubię te dłuższe podróże, kilkugodzinne. Jest czas, by przeczytać całą książkę, napisać teksty, które czekały na wolniejszy czas. A z racji tego, że do Białegostoku jeszcze nie jeździ Pendolino, to można się wyłączyć na serio - bez prądu, bez Internetu - pobyć offline.

Pobyłam ze sobą i z przyjaciółmi całe 4 dni! Przeliteruję: cztery dni z dala od domu. Dla mnie to były prawdziwe wakacje. Oznaczały bowiem 3 przespane w całości noce, ciepłe herbaty, nieskończenie długie kawy, rozmowy, na które czekałam kilka lat.

Wróciłam z notesem pełnym pomysłów, dziesiątkami zdjęć Parku Branickich, popijanych kaw i mojej kawalerki - panieńskiego lokum, które pojechałam obejrzeć, bo aktualnie jest w remoncie.

Jedną nogą wróciłam do czasów i miejsc, które dawno już za mną. Pochodziłam starymi ścieżkami, powspominałam singlowanie, posiedziałam na swoim balkonie z widokiem na dawne horyzonty. Doceniłam tamten czas i ten, który jest teraz.

No i powrót. Trudno wyobrazić sobie ciekawszy scenariusz. W Giżycku do pociągu wsiadła Ona, w białym kapeluszu, w białym płaszczu i z białą parasolką. Uśmiechnięta i dostojna. Od razu wiedziałam kim jest, jednak nie pomyślałam, że za kilka godzin, gdy spojrzę w okno na stacji Gdańsk Główny zobaczę Jej męża, Stafana Chwina z białą różą w dłoni.



... te drobne formy odsłaniały przed nim jakąś dziecięcą odwagę, głupią odwagę nieprzyjmowania świata do wiadomości, odwagę, w której kryła się niezrozumiała siła lekceważenia mroku. 
- Stefan Chwin, Hanemann 





Popularne posty