Matka idealna czy matka normalna? Wyobrażenia a rzeczywistość




























Zdarza mi się kupować chleb w piekarni, a później nie przynieść go do domu. Powód? Płacę, patrzę w prawo, patrzę w lewo... a Laura już wspina się na szklaną witrynkę z deserami. Szybka akcja, wybiegamy. W domu niespodzianka: oooo nie zabrałyśmy chleba. Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny. Podczas następnej wizyty w piekarni opowiadam pani, która sprzedaje tam pieczywo historię z chlebem. Jak matka matce: - Nie ogarniam, jak tu liczę, tam patrzę, a dziecko sobie. Ona to doskonale rozumie, doświadczenie ma większe. Choć na oko młodsza, to na koncie dwójka dzieci, w tym jedno jest już nastolatkiem. I to nastolatkiem, który wykrzyczał jej w twarz, że ona jest nikim, nic nie osiągnęła w życiu. Nie może mu nawet kupić PlayStation. Pani z piekarni miała łzy w oczach, jak to opowiadała. Ja też. Rozmawiałyśmy pierwszy raz i od razu taki kaliber zwierzeń.

Co matka, to inna historia. No właśnie: inna. Tak inna, że nie ma jednego wzoru na ideał matki. Każda z nas znalazła się w tej roli w zupełnie innym momencie życia, ze wsparciem bądź nie. Każdą wybrało sobie na matkę zupełnie inne dziecko. Każda musiała znaleźć się w tej nowej relacji i w każdej innej - bo wszystkie uległy zmianie - łącznie z relacją ze sobą samą. Każda  w swojej mamowej roli wyszuka coś, co może sobie zarzucić - na początku sama, a później pewnie usłyszy to z ust swojego dojrzewającego dziecka. I jak to wszystko tak razem zebrać do kupy, to według mnie bycie mamą to ciągła zmiana. Sporo musiałoby być tych ideałów, żeby tak na każdym levelu się do któregoś porównać ;-)

Blogi parentingowe (nie lubię tego słowa!) kreują pewną wizję rzeczywistości, w której matka idealna ma czas dla siebie, co manifestuje perfekcyjną fryzurą, paznokciami, rzęsami z norek. Matka idealna, która prowadzi idealny, równie zadbany dom. I czasem, by być bardziej ludzka, założy szary dres i zrobi koczek, by pokazać, że nie ma łatwo.

Ja jednak wolę podglądać Matki Polki. Zarobione, zalatane, z dzieckiem u piersi. Trochę grungowe, trochę szalone i pogubione w natłoku codzienności. Normalne, autentyczne, najpiękniejsze. Takie co pasztet z królika ukręcą, zarwą nockę, żeby zrobić przebranie na bal przebierańców do przedszkola, a rano padną na twarz, ale pójdą do pracy. Matki-akcji i 100 twarzy (nie mylić z Greyem). Aktywne, działające, zmieniające świat wokół siebie... a nie te, które chodzą tylko wokół siebie.

Blogi mam, które czytuję i szanuję:
Olga i okolice 
SOIE 
Boginie przy maszynie 

A Wy, jakie blogi czytacie? Dzielcie się swoimi ulubieńcami.









Popularne posty