Dziecko - praca - blogowanie. Jak ja to robię?



Od jakiegoś czasu sukcesywnie odpowiadam na Wasze pytania, które otrzymuję w wiadomościach prywatnych na Facebooku i blogowej skrzynce. Na koniec zostawiłam te, które dostaję od Was najczęściej: Jak ja to robię, że udaje mi się połączyć blogowanie, pracę i dziecko? oraz: Po co mi to blogowanie?

Po pierwsze: Jak połączyć pracę i dziecko, i jeszcze blogowanie?
Nie posiadam żadnej tajemnej wiedzy w tym temacie. I szczerze wątpię, czy są rozwiązania, które się sprawdzą u każdego z nas. Co sprawdza się u mnie?
Odpuszczanie. Im mniej na siebie nakładam: zadań, obowiązków, planów - tym więcej robię. Paradoks? Nie, wolna głowa. Zamiast skupiać się na morzu rzeczy, które my babeczki mamy do przerobienia każdego dnia, działam. I  w to działanie - co podkreślałam już nie raz na swoim blogu - wierzę najbardziej. Aktywność, karma, ruch - można nazywać je różnie. Chodzi o to, by robić, a nie mówić czy rozmyślać o zadaniach.
Gary same się nie umyją, zakupy się nie zrobią, tekst się nie napisze, mail się nie wyśle. Zamiast myśleć o tej całej liście. Jechana! I tak od rana do nocy. Jak to czytam, brzmi trochę jak opowieści z obozu pracy. I tu właśnie tkwi sedno sprawy, bo można poczuć się jak w gułagu, ale gdy działamy z chęcią - okazuje się, że układanka sama się układa. Znajdują się w niej miejsca na rozwój, pracę, dziecko.
Chęci. Tyle i aż tyle. Szczere, prawdziwe, nasze (nie podpatrzone). Zmieniają pracę w naturalną czynność. Tak miłą jak wypicie kawy.

I tak jakoś naturalnie przechodzę do pytania kolejnego: Po co mi to blogowanie?
A no po to... bo chęć pisania dla Was jest spora. Na tyle spora, że czas się sam znajduje. Pomysły na wpisy przychodzą od Was. Wasze maile i wiadomości prywatne to najmilsza część blogowania. Zawsze lubiłam długie rozmowy: nocne przy winie, czy po koncercie ulubionego zespołu, nasze nieskończenie długie kawki z B.G., przegadane i prześmiane godziny w podróżach i delegacjach z B.J., secrety z K. S. po pracy we Wrzeszczu, i z M.W. o wszystkim i niczym na polance w Parku Pałacowym. Dziś to luksus pogadać tak sobie godzinami o planach, życiu, marzeniach. Te długie, filozoficzno-fantasmagoryczne dysputy zastąpiły pogawędki mamowe w piaskownicy. Coś za coś.

Dzięki Wam i Waszym wiadomościom mam namiastkę tego, na co aktualnie w realu czasu brak. Możemy wymienić kilka zdań o sobie, poradzić się, albo po prostu być pomiędzy słowami. Dzięki Kochani! <3

Ps.
posty, w których odpowiedziałam na pytania od Was to:


Popularne posty