Blogowanie to przecież nie praca








Na blogowanie patrzę z podwójnej perspektywy - jako osoba blogująca oraz osoba od promocji marek, współpracująca z blogerami.  Dzielę się swoimi spostrzeżeniami, bo oba stanowiska pozwalają mi (mam nadzieję) spróbować przedstawić sprawę w jej złożoności. 

Zacznę od tego, co skłoniło mnie do napisana na blogu… o samym blogowaniu. Spotykam się i w życiu online, i w życiu offline z kilkoma utartymi poglądami, które po prostu zacytuję - by nie stracić ich doniosłości i przenikliwości: 

a co to za praca? to udawanie, że się coś robi, zamiast robić 

popracowałabyś na etacie 40 h tygodniowo, to zobaczyłabyś, co to znaczy praca

takie tam pitu pitu, kto to w ogóle czyta?! 

mówię ludziom, że jesteś nauczycielką, bo z tym pisaniem to nie wiadomo, o co chodzi

z blogowaniem, to jak z motyką na słońce, cały internet blogów 

a po co rodzinę pokazywać? żeby wszyscy widzieli? 

a kogo to interesuje, że kupiłaś kurteczkę F&F Baby na promocji w Tesco?! przecież to w gazetce jest!

to na tym pieniądze można zarobić?! ciekawe kto?


Zaznaczę, że to wykaz moich ulubionych cytatów - "osobistych słów", skierowanych pod moim adresem, ale też wyszukanych w sieci, pod postami innych blogerów. 

Postanowiłam odpowiedzieć na niektóre z nich. Skoro kogoś to ciekawi, to dlaczego mam trzymać w tajemnicy takie fakty? :-) Zacznę od pracy - 40 h/tydzień. Wiem, znam, przerabiałam. A nawet nie 40 godzin, bo więcej. Co ciekawe pracowałam w redakcjach: czasopism i największego portalu w Polsce. Pisałam, teraz też piszę. Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że to prawda, iż nawet taka praca (o zbliżonym profilu) - na etacie - ni jak się ma do pracy blogera. Pierwszą, zasadniczą różnicą jest feedback czytelników, który wymaga ogromnego zaangażowania autora… wymaga czasu i budowania tej relacji. Drugą z najważniejszych różnic - jest wielofunkcyjność i wielozadaniowość. Bloger - poza tym, że bywa autorem - bywa też: korektorem własnych tekstów (niestety), stylistą, fotografem, grafikiem. Nie muszę chyba dodawać, że tego wszystkiego nie da się zrobić ani w godzinę, ani nawet w osiem. 

A teraz sprawa najdelikatniejsza. Pieniądze. Niektórzy blogerzy milczą w tej kwestii, inni nieśmiało przyznają, że na blogu nie da się zarobić, inni przyznają szczerze - podając stawki, jakie dostają za wpis. Ci ostatni wywołują burzę wśród zwykłych Kowalskich oraz są motorem do opinii typu: sprzedała się, reklamuje produkty X i Y, nie można ufać temu, co pisze, bo to za pieniądze są teksty. 
Tak, to dziwne bardzo, że ktoś wycenia swoją pracę (jak pisałam wyżej, pisanie to tylko czubek góry zadań blogera). A w ogóle to jak można płacić komuś za siedzenie na Fejsbuku, wrzucanie prywatnych zdjęć i te pare zdań? Przecież każdy tak może. I Ty i ja, każdy Kowalski ma dziś Fejsbuka, na który wchodzi podczas swojej pracy na etacie, gdy szef nie widzi, wieczorem w domu, żeby podejrzeć, co u innych. Dla Kowalskiego to relaks, źródło informacji, sensacji, czasem frustracji. Jak ktoś może na tym zarabiać, skoro to nie praca, tylko takie tam pisanie o niczym? 

Może doleję oliwy do ognia, gdy powiem, że blogowanie to przede wszystkim ODWAGA, DETERMINACJA, OTWARTOŚĆ. 









Popularne posty