O tym, że kocham listy TO DO i uczę się mówić NIE






Tytuł dzisiejszej notki może wydawać się mało klarowny. Mówi o dwóch różnych sprawach: listach rzeczy do zrobienia oraz nauce odmawiania. Już tłumaczę, jak to się łączy ostatnimi czasy w moim życiu, głowie i notesach.


Po pierwsze, LISTY TO-DO
Goole Plus powinno mi płacić za te wszystkie hymny dziękczynne pod swoim adresem, które pojawiają się raz na kilka moich postów. Powtarzałam i będę powtarzać, uwielbiam to narzędzie, tworzę i archiwizuję tam wszystkie najważniejsze dokumenty, zdjęcia i pliki do udostępnienia klientom i współpracownikom oraz moje listy TO-DO. W Dokumentach Googla mam listy i plany na odległą przyszłość - tam rozpisuję projekty, nad którymi pracuję dłuższy czas lub zamierzam pracować na przestrzeni najbliższych miesięcy.
W kalendarzu podręcznym - takim papierowym, klasycznym ;-) zapisuję plany tygodniowe. Zwykle w poniedziałek rano siadam i planuję każdy dzień. W piątek robię podsumowanie - czy udało się zrobić wszystko - już wstępnie planuję kolejny tydzień, przenoszę ewentualne rzeczy niewykonane.
Bez takich list nie umiałabym funkcjonować.

Dlaczego listy TO-DO są takie ważne dla mnie?

- ułatwiają, systematyzują pracę
- pomagają zarządzać czasem
- wprowadzają ład i klarowność
- zawsze wiem, w którym punkcie listy jestem, ile przede mną, ile za mną
- dają satysfakcję: uwielbiam patrzeć na zakreślone, wykonane zadania - czuję PRZYROST
- dają poczucie bezpieczeństwa

Wczoraj jednak przeczytałam coś, co może wprowadzić nową jakość do moich list TO-DO. Mowa o poście Jess Lawlor, z którego dowiedziałam się o "Reverse To-Do List".

Takim sposobem, wreszcie przechodzę do meritum - czyli mówienia NIE w kontekście list TO-DO. Parafrazując Jess Lawlor: Aby być najlepszą wersją siebie, muszę robić mniej. Jednym słowem: ODMAWIAĆ, albo po prostu ustanowić priorytety i wszystkie rzeczy mniej ważne umieścić na REWERSIE listy TO-DO, na który zerkamy w chwilach tzw. wolnych, ale nie po to, by je sobie od razu czymś zorganizować - tylko upewnić się, czy w najbliższej przyszłości mam możliwości czasowe i po prostu chęci na zrobienie czegoś ponad to, co mam na głównej liście TO-DO. 

Na Reverse To-Do List mogą się również znaleźć plany, zadania - które mamy ochotę wykonać tyle, że nie na już, ale w kilku cyklach (wówczas warto zanotować sobie ilość tych cykli - a nie konkretne terminy). 
Reverse To-Do List wydają się gwarantować spokój, zapewniać bufor i dystans między poszczególnymi planami. Czy tak jest? Trzeba to sprawdzić na sobie.

Popularne posty