Dzieci tak szybko rosną.... A my matki nie możemy być głupie!


Dzieci tak szybko rosną... i tylko od nas - matek - zależy, czy zechcemy im towarzyszyć w tym błyskawicznym procesie. Czy my, gdzieś u boku bobasa zechcemy dojrzeć i rozwinąć nowe aspekty własnej osobowości? Część z tych zmian przebiega samoistnie, część jednak wymaga refleksji, postawienia pytań, poszukiwań we wnętrzu. 

Jedna z moich czytelniczek napisała: A jak dzieci rosną, my rośniemy z nimi. I to jest najcudowniejszy urok macierzyństwa. <3 Dzięki Jolu za te słowa. Pomyślałam, że warto je rozwinąć.




Kiedy ukradkiem robiłam to zdjęcie,  zza drzwi sypialni pomyślałam: ale ona już duża! Moja Laura.
Kiedy ona tak urosła? A przecież nie rozstajemy się na długo, jestem na bieżąco z każdym jej osiągnięciem, nowym skillem, widzę, że włoski coraz dłuższe i słyszę nowe słowa, jestem świadkiem nowych dziecięcych rozkmin. Mimo to potrafi mnie zaskoczyć.

Ale zaraz, miało być o dorastaniu. Dorastaniu matki w cieniu dziecka. Macierzyństwo stwarza okazję do znajdowania się w sytuacjach i miejscach, w jakich nie bywało się wcześniej. Pozwala przeżywać nowe emocje i uczucia, a te stare weryfikować lub poznawać od nowa -  z inną intensywnością. Uczy nowego patrzenia na siebie, związek, rodzinę. Nowego poznawania wartości: miłość, samotność, empatia, poświęcenie. Uczy relacji: matka-dziecko, matka-matka, matka-ojciec itp.... 
Generalnie uczy lub stwarza sytuację do nauki. Ile my zechcemy z tego przyjąć, tyle będzie dla nas. 
Nie da się kontynuować życia ani sposobu patrzenia na świat, jaki posiadałam przed dzieckiem. To nie jest tak, że już tego nie pamiętam. Pamiętam i uśmiecham się do tych czasów. Jednak teraz jest NOWE. Wszystko jest nowe. Czasem reaguję na to z euforią, czasem zmęczeniem, czasem żalem. Uczę się jednak być tak samo otwarta na wszystkie te reakcje, wszystkie przyjmować jako równoważnie istotne i potrzebne. 
Uczę się NIE BAĆ, po to, by nie pokazywać dziecku - że mama jest słabiaczką, mięczaczką i w ogóle topi się od spraw takich zwykłych... To nikomu nie służy i zawsze to wiedziałam, ale jakoś nic z tym nie robiłam. Teraz mam okazję zrobić. Wreszcie mam okazję wyrzucić z szafy wszystkie trupy.

A jak Wam mamuśki idzie dorastanie? Jestem ciekawa, czego nauczyły Was dzieci. Bo ja po 30-stce poszłam do najlepszej szkoły :-) 



Popularne posty