Doktorat - jak zacząć, napisać i obronić








Odbieram dyplom z rąk promotora prof. Bogusława Nowowiejskiego. 






Fot. Bartosz Jarosz


Promocje doktorskie, o których pisałam na Facebooku, cieszyły się sporym zainteresowaniem. W wiadomościach prywatnych otrzymałam wiele szczegółowych pytań związanych z przewodem doktorskim, pracą doktorską oraz organizacją nauki. Postanowiłam poświęcić tym zagadnieniom osobny post, który – ostrzegam – krótki nie będzie. Postaram się jednak w jednym miejscu zawrzeć wszystkie swoje doświadczenia związane z pisaniem pracy doktorskiej oraz jej obroną.
Wszystko zawrę w dziesięciu punktach, które wyklarowały się na podstawie zadawanych przez Was pytań.
Chciałabym zaznaczyć, że moje doświadczenia, które tutaj opiszę, zdobyłam podczas studiów doktoranckich. Równolegle z pisaniem doktoratu pracowałam w Wirtualnej Polsce, a nie na uczelni, więc moja ścieżka rozwojowa była nieco inna – niż na przykład w sytuacji pracownika dydaktycznego. Myślę więc, że moje rady przydadzą się każdemu, kto chciałby napisać pracę na tzw. „wolnego strzelca”. J A już na pewno w sytuacji, gdy praca ta będzie z mojej ukochanej dziedziny, jaką jest językoznawstwo z naciskiem na kognitywizm ;-)

Ile czasu zajmuje napisanie doktoratu?

Pisanie pracy doktorskiej powinno zamknąć się w czasie przewidzianym na studia doktoranckie – czyli w przeciągu czterech lat plus rok lub dwa. Skąd ten bonusowy czas? A no stąd, że w trakcie trwania studiów jesteśmy zobowiązani otworzyć przewód doktorski – licząc od dnia, kiedy to nastąpiło, mamy jeszcze dwa lata na obronę pracy. Ja dokonałam tej procedury na ostatnim roku studiów, a obroniłam się dwa lata po ich zakończeniu. Zyskałam tym samym maksimum czasu na pisanie. Podczas przewodu urodziłam również Laurę J. Praca doktorska była więc siłą rzeczy tym młodszym, ale jakże dopieszczonym dzieckiem.

Od czego trzeba zacząć?

Kiedy zdecydujemy się pójść na studia doktoranckie, powinniśmy mieć przygotowane dwie rzeczy. Tak na początek. Po pierwsze – temat (choćby roboczy, gdzieś majaczący na horyzoncie), po drugie: konspekt pracy (choćby jego szkic). To punkt wyjścia do wszystkiego: do przyjęcia na studia, do wyboru dziedziny, do wyboru promotora.

Jak wybrać temat?

To sprawa, o którą pytało mnie kilka osób. Odpowiem żartem, który krąży w sieci: Nie ważne jaki jest temat pracy, ważne kto jest promotorem! A tak całkiem serio, to myślę, że warto poświęcić te 5-6 lat na temat, który nas najzwyczajniej w świecie interesuje. To zapewni nam, przynajmniej na początku pisania pracy, zainteresowanie i potrzebę ciągłego szukania źródeł, czytania.

Jak wybrać promotora?

Niestety nie do końca pamiętam, czy to nasz wybór (czy to decyzja uczelni?). Rozpoczęłam studia doktoranckie z gotowymi dwoma, może trzema rozdziałami pracy, ponieważ pisałam doktorat w czasach, gdy na naszej uczelni nie było jeszcze takich studiów. Miałam więc już na starcie wsparcie naukowe ze strony mojego promotora – tego samego zresztą, u którego napisałam pracę magisterską – siłą rzeczy to u niego kontynuowałam pisanie dalszej części pracy.
Myślę, że najlepszy promotor to taki, który nas po prostu inspiruje do działania. Nie ważne – czy pod względem bliskości obszarów badań naukowych, czy osobowościowych. Czasem bowiem, ktoś kto imponuje nam swoją organizacją pracy, warsztatem będzie większym wsparciem niż naukowiec z ogromną wiedzą w dziedzinie, z której chcemy pisać pracę. W moim przypadku jedno i drugie szło w parze.

Czy studia doktoranckie są trudne?

Są i nie są. Każdy z nas, kto przebrnął przez sesje na studiach magisterskich, przebrnie i przez sesję na studiach doktoranckich. Zasady w tym temacie nie ulegają raczej wielkim zmianom.
Różni się proces pisania pracy – przy doktoracie musimy wykazać się samodzielnością, postawą naukowca i siłą woli.
Na pierwszym roku prof. J. Sztachelska zapowiedziała, że czas na studiach doktoranckich najlepiej charakteryzuje fraza: „pot, krew i łzy”. Myślałam wtedy: „koloryzuje”. Ale tak było… serio. Dlaczego? Nie są to studia, które mijają w akademikach i na kawkach w okolicach czytelni. Ja miałam pracę zawodową i dom. Miałam też widmo doktoratu – który wymagał ciągłego pisania, czytania, pisania. Mieszanka: systematycznego pisania doktoratu (mówiąc pisanie mam na myśli również czytanie – jakkolwiek to brzmi hehe – które przecież nierozerwalnie jest związane z pracą badacza oraz wywiady i analizę badań), pracy zawodowej związanej z… pisaniem J i jeszcze życia osobistego – jakże bogatego ;-) nie jest łatwa do przełknięcia ot tak. Krew i pot.

Czy poza pisaniem pracy i sesjami trzeba zaliczyć coś jeszcze?

Oj trzeba. I to całkiem znaczące „coś jeszcze”. Mowa o publikacjach oraz konferencjach naukowych. Z jednej strony to idealna okazja do konfrontacji swoich badań naukowych oraz dyskusji na forum złożonym z pasjonatów tej samej dziedziny, którzy zjechali z wszystkich uniwersytetów  w Polsce  – z drugiej 100 % przyrostu obowiązków i wiele, wiele godzin w PKP. Procedura udziału w konferencji zwykle wyglądała następująco: pisanie referatu, recenzja promotora, poprawianie referatu, rzut oka promotora, drobne zmiany w referacie, wyjazd, ostatnie korekty w pociągu, konferencja, powrót, przygotowywanie referatu do druku, uwagi recenzenta, uwagi korektora, słowo otuchy od promotora, poprawianie referatu, oczekiwanie na książkę, uff. Koniec. A potem wszystko od nowa, bo takich konferencji w czasie studiów zaliczymy kilka, jak nie kilkanaście. Po tym wszystkim powiedzenie, że podróże kształcą zyskuje nowe znaczenie.

 Ile czasu poświęciłaś na pisanie pracy i kiedy to robiłaś?

Pisałam w każdym tzw. wolnym czasie. W weekendy, majówki, święta. Ze łzami w oczach, że znowu siedzę przy komputerze, że życie mi ucieka, że chciałabym wyjść na piwo na plażę, że Laurę na spacer zabiera ktoś inny.
Nie wiem, ile czasu zajęło mi napisanie tych kilkuset stron. Mój tryb pracy był zawsze zadaniowy. Siadałam z myślą napisania rozdziału czy opisania jednego zagadnienia i pisałam, aż nie skończę. Krew, pot i łzy.
Pisałam też w pociągach. Nie wspominałam wcześniej – ale myślę, że szczegół jest dość istotny, studiowałam w mieście oddalonym od miasta zamieszkania o jakieś 8 h jazdy pociągiem.

Czy miałaś chwile zwątpienia?

Wszyscy moi bliscy są świadkami tego, że miałam. Jednak zawsze, kiedy realnie oceniłam ilość włożonej pracy i czasu – dochodziłam do wniosku, że więcej stracę niż zyskam rzucając to w….

Czy obrona doktoratu jest trudna? 
Zapewniam Was, że po 6 latach z tematem nikt nie będzie miał więcej do powiedzenia o nim niż Wy sami. Myślę, że taką myśl warto kontemplować przed obroną. To działa! 

Czy tytuł doktora ułatwia znalezienie pracy?  
Tytuł doktora (podobnie jak tytuł magistra, inżyniera, etc.) nie ułatwia niczego. Nic nie przychodzi szybciej. Nic nie jest prościej. Myślę, że przeciwnie – dłużej myślę nad pewnymi rzeczami, więcej czasu poświęcam sprawom, które kiedyś wydawały się banalne i nieistotne. A co do pracy… to również nie chciałabym niczego generalizować. Moja ścieżka rozwoju od samego początku nie była związana jedynie z uczelnią. Praca w mediach, a obecnie w agencji, gdzie zajmuję się content marketingiem, nie przyszły do mnie dlatego, że pisałam doktorat (lub już posiadam tytuł doktora). Myślę jednak, że rozwój w danej dziedzinie – w moim przypadku językoznawstwie – wykształcił nie tylko określony sposób komentowania świata, pisania o tym świecie – ale i lifestyle, które razem wzięte wpłynęły na to, gdzie pracowałam,  co robiłam i wciąż robię.

Nie wierzę, że ktoś to przeczyta do ostatniej kropki. Wpis-gigant nie na dzisiejsze internety!




Popularne posty